środa, 6 kwietnia 2011

Mokotów czci pamięć ofiar katastrofy



Na wniosek radnych Prawa i Sprawiedliwości 5 kwietnia Rada Dzielnicy Mokotów Miasta Stołecznego Warszawy jednogłośnie przyjęła poniższe stanowisko w sprawie upamiętnienia ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem:
W związku ze zbliżającą się pierwszą rocznicą katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, w której śmierć ponieśli Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński wraz z małżonką oraz 94 znamienitych Polek i Polaków, Rada Dzielnicy Mokotów m.st. Warszawy wzywa Zarząd Dzielnicy Mokotów m.st. Warszawy do podjęcia działań w celu upamiętnienia ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem poprzez wywieszenie w dniu 10 kwietnia 2011 r. na budynkach Urzędu Dzielnicy Mokotów m.st. Warszawy oraz jednostek organizacyjnych Dzielnicy Mokotów m.st. Warszawy barw państwowych i barw m.st. Warszawy z kirem.
Uzasadnienie
W dniu 10 kwietnia 2011 r. przypada pierwsza rocznica katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, w której śmierć ponieśli Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński wraz z małżonką oraz 94 znamienitych Polaków, towarzyszących Prezydentowi w drodze na uroczystości 70 rocznicy zbrodni katyńskiej.
Dzień 10 kwietnia 2010 r. pozostanie w pamięci Narodu Polskiego jako dzień, w którym Jego córki i synowie zapłacili najwyższą cenę – cenę życia - w służbie Ojczyźnie.
Wywieszenie w dniu 10 kwietnia 2011 r. w Dzielnicy Mokotów m.st. Warszawy flag państwowych i m.st. Warszawy z kirem będzie godnym przypomnieniem przez Dzielnicę Mokotów m.st. Warszawy tej wielkie tragedii i uczczeniem wszystkich jej ofiar.
* * *
W imieniu klubu PiS projekt stanowiska przedstawił radny Tomasz Szczegielniak, który przed rokiem, rankiem 10 kwietnia 2010 r. wraz z grupą pracowników Kancelarii Prezydenta RP żegnał na lotnisku Okęcie osoby odlatujące do Smoleńska.
Po uwzględnieniu poprawek proponowanych przez radnych PO i SLD stanowisko zostało przyjęte jednogłośnie.

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Na rogu Polski Radzieckiej i Niepodległości


Ja wiem, że nie ma w stolicy takiego skrzyżowania. Ale róg Alei Niepodległości i ulicy Juliana Bruna jest. A kim był Julian Brun (pseudonimy: Antonowicz, Bronowicz, Juliański, Spis), korespondnet TASS, piewca Polski Radzieckiej i „Związku Sowieckiego – jedynej ojczyzny robotników i chłopów całego świata”?
Niestrudzonym orędownikiem głoszonego przez Międzynarodówkę Komunistyczną (Komintern) hasła „ZSRR jedyną ojczyzną robotników i chłopów całego świata” – także wówczas, gdy ruch komunistyczny z powodów taktycznych przestał to hasło głośno propagować.
Urodził się w 1886 roku w Warszawie, zmarł 28 kwietnia 1942 roku w Saratowie, większość życia spędził poza Polską jako działacz Międzynarodówki Komunistycznej w ZSRR i Francji, korespondent sowieckiej agencji TASS. Działał w SDKPiL (1905-1919), a od 1919 roku KPP (1923-25 członek Komitetu Centralnego KPP,  1921-26 i 1929-1938 członek tzw. Centralnej Redakcji KPP).
W 1925 roku skazany przez sąd Rzeczypospolitej Polskiej działalność komunistyczna na 8 lat więzienia, już rok później został wymieniony na więzionych w ZSRR polskich patriotów i udał się do Moskwy, skąd jako korespondent agencji TASS jeździł m.in. do Paryża i Wiednia.
A oto kilka próbek stylu i twórczości tego patrona warszawskiej ulicy:

Rok 1931:
Zjednoczenie rozdartych przez imperializm polski ziem Białorusi i Ukrainy w jedną republikę radziecką przez połączenie UZ i BZ [Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi] z USRR i BSRR [Ukraińską Socjalistyczną Republiką Radziecką i Białoruską Socjalistyczną Republiką Radziecką] jest nadal naszym programowym żądaniem , jest jedynie słusznym proletariackim zastosowaniem zasady samookreślenia aż do oderwania [od Polski] w stosunku do UZ i BZ. Nadal będziemy propagować takie rozwiązanie, jako jedynie całkowite rozwiązanie kwestii narodowej , jedynie rzeczywiste wyzwolenie narodowe.

Rok 1934:
Polska faszystowska jest najistotniejszym ogniwem frontu antyradzieckiego. Polityka zagraniczna Polski faszystowskiej od początku jej istnienia ma jeden cel: wojnę przeciw ZSRR. Militaryzm polski, polska armia burżuazyjna jest budowana, tresowana i zbrojona za krwawe grosze wyciskane z mas pracujących dla jednego celu: wojny przeciw ZSRR. (…)
Jeśli zwycięska rewolucja proletariacka nie chwyci za gardło burżuazji polskiej, zanim ona urzeczywistni swoje krwawe plany, bądźmy gotowi do przeciwstawienia jej wewnątrz kraju rewolucyjnego frontu walki o polski Październik, o polską Republikę Socjalistyczną.

Rok 1935:
Związek Radziecki jest związkiem dobrowolnym, a już to znaczy, że Polska Radziecka, gdyby była powstała w roku 1920 i kiedy powstanie w przyszłości, wcale nie „musi” wejść do tego Związku, lecz ułoży sobie swój stosunek doń tak, jak będą chciały zwycięskie i wszechwładne w Polsce po zwycięstwie nad burżuazją masy pracujące. To jest pewne, że Polska Radziecka nie będzie zmuszać żadnego z narodów, dzisiaj podbitych i ujarzmionych przez imperializm polski, do jedności państwowej z narodem polskim. (…)
Rząd radziecki w roku 1920 nie myślał ani przez chwilę o „wcieleniu” Polski do federacji radzieckiej. (…) żadnego zagrożenia niepodległości narodu polskiego w wojnie  1920 roku nie było. (…)
Jedynie my, komuniści, możemy dziś w Polsce z podniesioną głową wspominać w całej prawdzie wobec mas ludowych Polski rok 1920. Jedynie my, komuniści, broniliśmy w roku 1920 sprawy ludu pracującego Polski (…). Jedynie nasi polegli – bojownicy Czerwonej Armii i bojownicy Polskiej Republiki Socjalistycznej pomordowani przez sądy doraźne burżuazji i bez sądu – padli za sprawę ludu pracującego Polski.

PRL nie zapomniała o swoim proroku.
W 1955 roku Wydział Historii KC PZPR przygotował do druku, a Wydawnictwo Książka i Wiedza wydało trzytomowe „Pisma wybrane” Bruna, z których zaczerpnąłem wszystkie powyższe cytaty.  

Julian Brun został patronem jednej z najważniejszych nagród, przyznawanych przez ówczesne Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. (Gdy kilka tygodni temu redaktor Witold Gadowski napisał na blogu w s24, że „w czasach PRL-u nie wręczano dziennikarskich nagród”, miał rację jedynie o tyle, że pisanie w peerelowskiej prasie cenzurowanej nie zawsze zasługiwało na miano dziennikarstwa.) Nagrodę im. Juliana Bruna otrzymali m.in. Wiesław Górnicki i Sławomir Mrożek, Janusz Roszko i Ryszard Kapuściński, Janusz Niczyporowicz i Kazimierz Dziewanowski, Jerzy Jaruzelski i Leszek Mazan.

Julian Brun od lat jest patronem stołecznej ulicy łączącej Aleje Niepodległości z ulicą Rakowiecką – parę kroków od stacji metra Pole Mokotowskie, u samych rogatek Mokotowa. Mimo podejmowanych w ostatnich latach nieśmiałych prób zmiany patrona – tu nadal nic się nie zmienia.

P. S. Parę tygodni temu do Rady Dzielnicy Mokotowa wpłynęły wnioski radnych SLD o poparcie inicjatyw nadania:
- imienia Izabeli Jaruga-Nowackiej Centrum Integracji Mieszkańców i Organizacji Pozarządowych przy ul. Woronicza 44a,
- nazwy Unii Europejskiej rondu na skrzyżowaniu ulic Marynarskiej, Wołoskiej i Rzymowskiego oraz Alei Wilanowskiej (przy Galerii Mokotów).

sobota, 2 kwietnia 2011

Pijany budżet Warszawy (III)


Będzie więcej sklepów z gorzałą i więcej barów i restauracji z wyszynkiem. Będzie też więcej wpływów z „korkowego” (opłat koncesyjnych) na przeciwdziałanie alkoholizmowi.
31 marca Rada Miasta Warszawy zwiększyła zeszłoroczne limity liczby punktów sprzedaży alkoholi wysokoprocentowych z 5015 do 5540, czyli o 10,5%, w tym dla barów, pubów restauracji itp. z 2765 do 3100, czyli o 12,1% a dla sklepów sprzedających „napoje zawierające powyżej 4,5% alkoholu (z wyjątkiem piwa)” tylko na wynos z 2250 do 2440 czyli o 8,4%.
Wynik głosowania był w zasadzie z góry przesadzony, bo Platforma ma w radzie Warszawy bezwzględną większość głosów, ale sądzę, że mimo to warto odnotować, kto jak głosował.

Za uchwałą zwiększającą limit liczby punktów sprzedaży mocnych alkoholi w Warszawie głosowało 31 radnych PO, 7 z SLD i 2 z PiS:
PO: Bitner Michał, Chmielewska Izabela, Czaykowski Michał, Czerwosz Magdalena, Dolczewski Dariusz, Dorosiński Rafał, Dubiel Zbigniew, Gajewska Aleksandra, Gruszka Jolanta, Hoffman Marcin, Jakowicka Agnieszka, Jezierska-Gieroba Marta, Kalbarczyk Piotr, Krajewska Ligia, Lech Paweł, Lutomirska Dorota, Łukaszewicz Maria, Makles Agnieszka, Malinowska-Grupińska Ewa, Masny Ewa, Mazurek Piotr, Nehrebecka-Byczewska Anna, Sheybal-Rostek Aleksandra, Szostakowski Jarosław, Szreder Maria, Trębicka Zofia, Wiśniewska-Najgebauer Joanna, Wyszyński Maciej, Zakrzewska Małgorzata, Zbińkowska Dorota i Żuber-Zielicz Małgorzata
SLD: Cieciura Adam, Golimont Andrzej, Piechna-Więckiewicz Paulina, Marszałek Waldemar, Sekuła-Szmajdzińska Małgorzata, Tysiąc Alicja i Wierzbicki Sebastian 
PiS: Johann Olga i Serzycki Michał

Nie uczestniczyło w głosowaniu 9 radnych PiS, 2 z PO i 2 z SLD:
PO: Jaworski Lech i Pabisiak Anna
SLD: Legierski Krystian i Sybilski Tomasz
PiS: Kwiatkowski Adam, Zdzikot Tomasz, Krajewski Jarosław, Cieślikowski Jacek, Figura Dariusz, Grodzki Michał, Maciejowski Maciej, Melak Andrzej i Szyszko Piotr

Wstrzymało się od głosu 4 radnych PiS i 1 z SLD:
SLD: Rzońca Marcin
PiS: Cierpisz Zbigniew, Dworczyk Michał, Kropiwnicki Andrzej i Żebrowska Alicja

Przeciw głosowało tylko dwoje radnych Prawa i Sprawiedliwości:
PiS: Jarosława Maćkowiak i Maciej Wąsik

Cóż, czasem lepiej w dobrym towarzystwie przegrać niż w szemranym wygrać.
Jedna przegrana batalia o trzeźwość Warszawy nie oznacza końca kampanii.

Na razie jest tak, że w Warszawie rządzonej przez koalicję PO+SLD i panią Hannę Gronkiewicz Waltz będzie bliżej niż dotychczas do wódopojów, za to budżet stolicy wzbogaci się o dodatkowe tysiące złotych z „korkowego”, które władze miasta przeznaczą na przeciwdziałanie alkoholizmowi i innym patologiom społecznym. Logiczne – prawda?
Tak przy okazji: palącego papierosa na przystanku Straż Miejska lub Policja musowo powinna ukarać mandatem, natomiast w przypadku osoby palącej skręta prokurator może odstąpić od ścigania… Witajcie w kraju logiki wielowartościowej, czy może raczej – by nie obrażać pamięci profesora Łukasiewicza – w kraju logiki niepełnowartościowej.

środa, 23 marca 2011

Ś. † P. płk Leszek Białach (1960 † 2011)


We wtorek w „Naszym Dzienniku” ukazał się nekrolog:


Ś. † P.
płk Leszek Białach
ur. 19 sierpnia 1960 r.
Harcerz Rzeczypospolitej ZHR,
żołnierz Sił Powietrznych RP,
współtwórca kontrwywiadu wojskowego Polski Niepodległej,
Zastępca Szefa SKW,       
zawsze wierny Bogu i Ojczyźnie

odszedł na wieczną wartę w dniu 21 marca 2011 r.
po długiej i ciężkiej chorobie.

Z wielkim smutkiem żegnają Cię przyjaciele
żołnierze, pracownicy i funkcjonariusze SKW.

Czuwaj!

Antoni Macierewicz, były Szef SKW


Uroczystości pogrzebowe rozpoczną się w czwartek 24 marca o godz. 11.00 w Katedrze Polowej Wojska Polskiego przy ul. Długiej 13/15, pogrzeb o godz. 13.00 na Cmentarzu Katolickim na Służewie przy ul. Wałbrzyskiej (stacja metra Służew).

piątek, 18 marca 2011

Nur für Juden?

Mam nadzieję, że uchwalając polskie prawa żadna sejmowa większość nie będzie posiłkować się kryteriami rasistowskimi i że nie będzie uchwalać się w Polsce ustaw reprywatyzacyjnych tylko dla jednej, wybranej narodowości.
Mam nadzieję, ale pewności nie mam, bo w czwartek rano usłyszałem w Radio ZET marszałka Sejmu definiującego reprywatyzację jako „zakładającą odszkodowania za utracone mienie żydowskie”.
Dzień wcześniej specjalny doradca sekretarza stanu USA ds. problemów Holocaustu Stuart Eizenstat powiedział, że „rząd amerykański jest głęboko rozczarowany tym, że rząd Polski zawiesił plany przekazania do parlamentu projektu ustawy przewidującej rekompensaty dla osób, których prywatne majątki zostały skonfiskowane w latach 1939-1989”. By nie było wątpliwości, o kim mowa, pan Eizenstat w imieniu rządu USA wezwał rząd RP do „restytucji prywatnego mienia żydowskiego, choćby w formie rekompensat rozłożonych w czasie”. (na specjalne życzenie jednej z blogerek dodaję tu fragment oryginału):
... The United States is deeply disappointed at the announcement that the Government of Poland has suspended plans to submit for parliamentary consideration draft legislation to provide compensation for people whose private property was confiscated between 1939 and 1989.
The United States takes note of Prime Minister Tusk’s subsequent statement that he would reconsiderthis decision when Poland’s financial situation improves.

As Polish officials have themselves noted, Holocaust survivors form only a small part of the beneficiaries. Polish former owners of land and property would benefit to a far greater degree. We believe this is a matter of justice for both groups.
Most European member states where this issue is relevant have already adopted some type of law to provide for either restitution of or compensation for property confiscated during the Nazi and Communist eras.
I would like to stress if I may, please, that we have always supported providing the same protections for those filing for forced nationalizations during the Communist era as for those whose property was confiscated during the Nazi era and never returned. We think as a matter of justice both absolutely should be treated. ...

Wypowiedź tę można traktować jako reakcję na wcześniejsze stanowisko polskiego Ministerstwa Skarbu Państwa, które tydzień temu poinformowało, że projekt ustawy reprywatyzacyjnej jest przygotowany, ale „w obecnej sytuacji ekonomicznej … nie może być przeprowadzony” ze względu na „globalny kryzys finansowy” oraz duże obciążenia finansowe wynikające z tej ustawy. Rzecz w tym, że komunikat MSP nie dzielił ewentualnych przyszłych beneficjentów reprywatyzacji na kategorie narodowe, rasowe, wyznaniowe ani żadne inne. Natomiast Grzegorz Schetyna ujął to inaczej, bo stwierdził, że „ustawa reprywatyzacyjna, zakładająca odszkodowania za utracone mienie żydowskie to sprawa honorowa, więc prędzej czy później będzie załatwiona. Na razie rząd wstrzymał przyjęcie nowych przepisów, a sytuacja budżetu nie daje takiej możliwości, ale być może w przyszłej kadencji Sejmu wrócimy do tego tematu”.
Nie jest jasne, czy zapowiadając w liczbie mnogiej, iż „wrócimy” do reprywatyzacji w wąskim kontekście „odszkodowania za utracone mienie żydowskie”, marszałek Sejmu mówił to w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, w imieniu koalicji rządowej PO+PSL, samej tylko Platformy Obywatelskiej, czy wręcz jedynie niektórych jej liderów (późniejsze oświadczenie ministra Radosława Sikorskiego było nie tylko precyzyjniejsze od wypowiedzi marszałka Schetyny, ale po prostu zgodne z faktami).
Mam nadzieję, że po wyborach Sejm nie będzie dzielić polskiej własności na lepszą i gorszą. Mam też nadzieję, że polskie prawo nigdy nie będzie posiłkowało się norymberskimi kryteriami rasistowskimi, ani stosowanymi wprost, ani – jak w tym przypadku – à rebours.
Mam też nadzieję, że gdyby po tych lub następnych wyborach Sejm uchwalił ustawy reprywatyzacyjne lub restytucyjne, nie różnicowałyby one obywateli RP (spadkobierców przedwojennych właścicieli mienia zagrabionego przez III Rzeszę lub przez PRL) zgodnie z kryteriami Nürnberger Rassengesetze lub bierutowskich dekretów. To z woli Hitlera dzielono nas na Mischlingów, Żydów, Polaków i innych Untermenschów, a potem z woli Stalina i Bieruta (oraz ich następców aż do Jaruzelskiego i Rakowskiego) na wrogów klasowych, kułaków, byłych ziemian i innych bywszych ludiej. Nie ma powodu, by nadal stosować te dyskryminujące podziały i jednych obywateli RP traktować lepiej od pozostałych.
Komentując wypowiedzi panów Eizenstata i Sikorskiego prezes PiS Jarosław Kaczyński stwierdził rzecz niestety nie dla wszystkich oczywistą (że nie można objąć reprywatyzacją tylko jednej narodowości). Przywołał też i uznał za regułę swego postępowania ciekawe sformułowanie ukute przez Marka Jurka w czasach, gdy jeszcze działali w jednej partii (nie powinno uchwalać się praw zmuszających potomków biednych Polaków, by płacili potomkom bogatych Polaków). Pozwalam sobie zauważyć, że ta ostatnia maksyma nie może mieć zastosowania do potomków przedwojennych Warszawiaków, po wojnie na mocy komunistycznych dekretów wywłaszczonych ze swych działek i domów lub ich pozostałości.
Caeterum censeo, krzywdy wyrządzone dekretem Bieruta trzeba wreszcie uczciwie zrekompensować przedwojennym warszawiakom lub ich mieszkającym w Polsce potomkom – obywatelom Rzeczpospolitej Polskiej. Zrekompensować raz i ostatecznie – tak, by wciąż podnoszone słuszne (lub mniej słuszne) roszczenia nie utrudniały już rozwoju Warszawy i by nasza stolica przestała być miastem bez gospodarza.

piątek, 18 lutego 2011

MAK usunął, to znaczy nie usunął


18 lutego przewodniczącego Komisji Technicznej MAK Aleksiej Morozow skłamał, mówiąc że „MAK usunął ze swej oficjalnej strony internetowej dokumentację z sekcji zwłok dowódcy Sił Powietrznych RP Andrzeja Błasika”.
Skłamała też Polska Agencja Prasowa, nadając swej depeszy tytuł MAK usunął informację o gen. Błasiku ze swej strony internetowej” (depesza z godz. 21.15).
Otóż, MAK nie usunął całej dokumentacji medycznej dotyczącej ś.p. gen. Błasika. Prawdę mówiąc, usunął tylko jej drobne fragmenty.
Dowody? Jeśli czytelnik lub czytelniczka  tego bloga jest pełnoletni/a, ma mocne nerwy i nie jest w stanie błogosławionym, niech zajrzy na stronę MAK, otworzy stosowny wielostronicowy dokument  i poczyta sobie o badaniu wyjętego z polietylenowego worka trupa nr 4 znalezionego w sektorze nr 1 nieznanego mężczyzny...
A potem proszę ponownie odczytać zapewnienia przewodniczącego Komisji Technicznej MAK Aleksieja Morozowa, że MAK „odnosi się z szacunkiem i szczerym współczuciem do życzenia wdowy po generale Andrzeju Błasiku”, by materiały te ze strony MAK usunąć.
Morozow sam zresztą potwierdza, że „materiały, które bezpośrednio potwierdzają wnioski zawarte w jej raporcie końcowym z badania katastrofy polskiego Tu-154M pod Smoleńskiem” na stronie MAK pozostaną, a jedynie niektóre z pozostałych materiałów „pozostaną w bazie danych MAK” (i faktycznie, kilka akapitów w jednym z dokumentów zastąpiono na stronie MAK niewielkim napisem na białym tle: „Materiały w bazie danych MAK”).
Tak czy owak usunięcie choćby tylko tych niewielu fragmentów dokumentów –które skądinąd nigdy nie powinny się były znaleźć na stronie MAK, bo naruszają reguły załącznika 13 do konwencji chicagowskiej (która ponoć normuje prace MAK) i dla kilku innych poważnych powodów – jest krokiem wprawdzie niewielkim, ale jest to krok w dobrym kierunku.
Ten drobny sukces nie byłby możliwy, gdyby nie upór i konsekwencja mec. Bartosza Kownackiego, pełnomocnika wdowy po generale, pani Ewy Błasikowej. Ten młody, energiczny adwokat zrobił to co do niego należało, przy okazji po raz kolejny zawstydzając rząd Donalda Tuska, który w tej sprawie palcem w bucie kiwnąć nie raczył. Mec. Kownacki już miesiąc temu apelował do premiera o podjęcie wszelkich stosownych działań, ale jego list nie spotkał się z żadną reakcją. Może „nie wierzyli w swoją skuteczność, nam to się udało” –komentuje mec. Kownacki i dodaje, że „będziemy niestety mieć w pamięci, że ta opinia znajdowała się przez miesiąc na stronie internetowej…”.
A ja sobie na długo zapamiętam, jak tą informacją zgodnie manipulowali Aleksiej Morozow z rosyjskiej Komisji Technicznej MAK i redaktorzy Polskiej Agencji Prasowej.

wtorek, 8 lutego 2011

Urodzinkowy horror w Multikinie

 
Wczesne niedzielne popołudnie. Na widowni kilkanaście małżeństw z dziećmi, dwie zakochane pary i kilkanaścioro przedszkolaków zostawionych przez rodziców na „Urodzinkach w Multikinie”. Dwie godziny później dzieci wyjdą z kina sztywne ze strachu a rodzice – wściekli na kiniarzy z Ursynowa.
„Punktem kulminacyjnym uroczystości urodzinowej – zapewniał slogan reklamowy – będzie seans filmowy”, na którym dzieci spotkają „bohaterów swoich ulubionych filmów”. Sęk w tym, że nie tylko swoich. Przed „Zaplątanymi” (ekranizacją przystosowanej do wymogów kina familijnego baśni braci Grimm) ursynowskie Multikino pokazało dzieciom niemal kwadrans reklam, głównie reklam filmów dozwolonych od lat kilkunastu.
Na pierwszy ogień poszedł zwiastun „Sali samobójców”:
Ona: Witam cię w sali samobójców, Dominiku…
Po tej przystawce czas na solidniejsze danie. Zaproszenie na trzy filmy Maratonu Walentynkowego ilustrował zwiastun „Wojny żeńsko-męskiej”, reklamowanej jako „nieprzyzwoicie śmieszna” komedia:
Faktycznie: nieprzyzwoicie śmieszna. Z naciskiem na nieprzyzwoicie. Boki zrywać.
Naczelny: A teraz dobra wiadomość. Wracamy do swoich biurek i zapierdalamy…
Dziennikarka: Dostałam pracę w wyuzdanym magazynie dla pań. Będę pisała o seksie…
Naczelny: Nasza czytelniczka wydaje na wyuzdany magazyn dla pań pieniądze i musi wiedzieć za co płaci. Od lat radzimy jej: jak dbać o siebie, żeby go zdobyć; jak dbać o niego, żeby go zatrzymać; jak dbać o siebie, żeby zdobyć drugiego, kiedy tamten już ją opuści; jak sama – z pierwszym albo z tym drugim – ma czerpać jak największą przyjemność z seksu.
Ale to jeszcze nie wszystkie atrakcje serwowane przedszkolakom w ramach „Urodzinek w Multikinie”, bo teraz, kochane dzieci, obejrzycie zaproszenie na Noc Horrorów, czyli na „Zbaw mnie ode złego 3D” („Psychopata ma kiedyś powrócić, by zabić siedmioro dzieci urodzonych w noc jego śmierci”), „Pozwól mi wejść” i „Piłę VII 3D”… Był też i zwiastun, a jakże. Kto ciekaw jaki, niech go sobie sam obejrzy na Youtubie, bo ja gościom mojego bloga wolę tego widoku oszczędzić.
Ale dzieci nikt w Multikinie nie oszczędzał, więc na deser pokazano im zwiastun „Jak się pozbyć cellulitu”, reklamowanego jako „film dla bezpruderyjnego widza”. W sam raz dla bezpruderyjnych przedszkolaków.
A że repetitio mater studiorum est, więc na zakończenie jeszcze raz pokazano dzieciom zwiastun „Sali samobójców”. Żeby się maluchom utrwaliło... Sami spróbujmy wyobrazić sobie, co czuły przedszkolaki pozostawione w ciemnościach przez rodziców w "Sali dla samobójców" na „Urodzinkach w Multikinie”:
Ale przecież nie samymi horrorami i wyuzdanymi komediami przedszkolak żyje. W przerwach między zwiastunami na „Urodzinkach w Multikinie” pokazano dzieciom planszę z nagą parą pod prześcieradłem. Czemu nie? Może zachęci je to do obejrzenia komedio-dramato-romansu „Miłość i inne używki” (dozwolonego od lat 15)? Przecież „Urodzinki w Multikinie” odbywają się pod hasłem: Zapraszamy do korzystania z naszych usług i życzymy miłej zabawy!
Dopiero po tych wszystkich reklamach dzieci obejrzały „pełną przygód i niespodziewanych zwrotów akcji opowieść o dziewczynie, która miała najdłuższe włosy na świecie”, czyli „Zaplątanych” według mrocznej baśni braci Grimm o Roszpunce.
Działo się to 30 stycznia 2011 roku na seansie rozpoczynającym się o godz. 13.10.
Urodzinki w Multikinie? Raczej: urodzinkowy horror w Multikinie.