piątek, 19 listopada 2010

Głos dla Mokotowa

Spotkania z mieszkańcami Mokotowa: kameralne i liczniejsze, planowane i przypadkowe. Codzienne rozmowy telefoniczne i conocna lektura listów elektronicznych… W sumie kopalnia wiedzy o problemach Mokotowa, tych ważnych dla wszystkich i tych, które spędzają sen z powiek jedynie nielicznym. Niektóre z nich Rada Dzielnicy powinna rozwiązywać samodzielnie, z innymi nie poradzi sobie bez współpracy z władzami miasta.
Ulice, chodniki i parkingi. Trzeba je budować i remontować. Kompletny katalog zakorkowanych na amen jezdni (Puławska, Wołoska, Ursynowska…) i dziurawych mokotowskich chodników (Różyckiego!) można by sporządzić w tydzień, a potem wziąć się do roboty. A my tymczasem od lat gubimy obcasy i zdrowie na starych chodnikach, a błotniki i rury wydechowe na dziurach i przełomach Trzeba kończyć lub zaczynać budowę połączeń z sąsiednimi dzielnicami (KEN, Woronicza…), zebry i inne oznaczenia na jezdniach (Dolna koło kościoła św. Michała!) na bieżąco uzupełniać, nowe parkingi budować. Mokotów to najludniejsza dzielnica miasta – mamy prawo domagać się, by na budowy i remonty dróg, chodników i parkingów miasto przekazywało nam więcej środków niż dotąd.
Bezpieczeństwo. Trzeba więcej latarni, kamer i pieszych patroli, zwłaszcza po zmroku. Straż Miejska to przecież nie tylko skądinąd słuszne wlepianie mandatów za złe parkowanie.
Porządek. Żeby nie parkowano tuż przy drzewach (Rakowiecka) i na całej szerokości chodników (Chocimska, Dąbrowskiego…, zresztą dług by można wyliczać), żeby wszędzie były pojemnik do segregowanych śmieci, żeby sprzątano psie odchody...
Czas wolny. Im więcej świetlic, klubów młodzieżowych i boisk, im sensowniejsza oferta domów kultury i bibliotek – tym mniej wałęsania się z flaszką po parkach i podwórkach, tym mniejsze pole do popisu dla dilerów. Wciąż za mało jest też placów zabaw dla dzieci i tylko na nielicznych z nich (np. w Jordanku przy Odyńca) piaskownice osłonięte są latem przed słonecznym skwarem. A co zrobić, gdy żulia dewastuje ławki? Łapać i karać, czyli: więcej pieszych patroli (patrz wyżej).
Czynsze i inne opłaty. W zeszłej kadencji nadzór (raczej: brak nadzoru) Zarządu Dzielnicy nad Zakładem Gospodarowania Nieruchomościami wołał o pomstę do nieba, ale zamiast słusznej pomsty ZGN dostał premie a my kolejne podwyżki czynszów za lokale mieszkalne. Będą też nowe podwyżki opłat za prąd, jeżeli nie poprzemy tych kandydatów do Rady Warszawy (głównie z PiS), którzy skutecznie sprzeciwią się zaplanowanej przez PO prywatyzacji firmy STOEN.
Własność. Warszawa od lat boryka się nie tylko z tragicznymi skutkami II wojny światowej, ale i z niszczącymi efektami bierutowskiego dekretu wywłaszczeniowego. Roszczenia byłych właścicieli nieruchomości lub ich potomków wciąż są niezaspokojone a nawet niezewidencjonowane. Bez uporządkowania tych kwestii Warszawa nadal będzie jedynym w Polsce miastem bez gospodarza, w którym szkoły i szpitale stoją na działkach, do których byli właściciele wciąż mogą zgłaszać swoje nierzadko słuszne roszczenia.
Praca. Trzeba wspierać nasz polski handel i usługi. Założenie nowej firmy i wykup komunalnych lokali użytkowych nie mogą być drogą przez mękę, a stawki opłat czynszowych za lokale użytkowe muszą być sensownie różne dla filii zagranicznych banków i dla rodzinnych sklepów, zieleniaków czyb kawiarni. A handel uliczny traktujmy tak jak na to zasługuje, a nie tak jak w zamordystycznej Moskwie. Nowe miejsca pracy bardzo by się na Mokotowie przydały, a to przecież właśnie polski handel i usługi najmniejszym kosztem tworzą najwięcej nowych miejsc pracy.
Szkoły. Wiele błaga o pilny remont. A gdy tylko rozmawiamy o szkołach, natychmiast pojawia się temat: nie życzymy tam sobie żadnych komunistycznych, homoseksualnych czy innych deprawatorów naszych dzieci.
A są jeszcze inne ważne tematy: ochrona zdrowia i budownictwo, kultura i sport, ochrona zabytków i ochrona przyrody...
No i żeby Urząd Dzielnicy był zawsze przyjazny obywatelom. I żeby praca w urzędzie była nie tylko dla krewnych i znajomych Królika. I żeby nikt w łapę brać się nie ośmielał. I żeby nie trzeba było latać z papierami po piętrach i korytarzach, albo z jednego gmachu do drugiego.
Prawie wszyscy o tym na Mokotowie rozmawiają. Od samego gadania problemy się jednak nie rozwiążą, więc na dobry początek zagłosujmy.
A potem aktywnie zgłaszajmy do nowej Rady potrzeby i bolączki, bo sami z siebie radni wszystkiego się nie dowiedzą.
Bez aktywnego włączania się mieszkańców oraz ich wspólnot i organizacji do procesu podejmowania decyzji daleko nie zajedziemy. My w Prawie i Sprawiedliwości wierzymy w siłę republikanizmu i partycypacji, czyli w siłę obywateli aktywnie współuczestniczących w rządzeniu Rzeczpospolitą.

Moje wpisy zawsze także na http://gugulskim.blogspot.com/

W Chorkówce kandydat zrezygnował, ale proces lustracyjny będzie

W czwartek około godz. 23.02 na salonie24 i na blogspot.com, a w piątek o godz. 11.12 na portalu mieszkańców gminy Chorkówka chorkówka.net ukazał się mój tekst informujący o dowodach wskazujących na popełnienie kłamstwa lustracyjnego przez pana mgr Marka Widurka z Draganowej. Kandydował on do Rady Gminy Chorkówka w powiecie krośnieńskim na Podkarpaciu.
Niecałą godzinę później, w piątek o godz. 11.59 działacze PiS z Chorkówki poinformowali mnie telefonicznie, że po zapoznaniu się z przedstawionymi dowodami pan mgr Marek Widurek powiadomił  ich, że rezygnuje z  kandydowania w wyborach i by dopełnić koniecznych formalności już wyruszył z Draganowej, by w siedzibie Gminnej Komisji Wyborczej w Chorkówce złożyć stosowną pisemną rezygnację.
Cdn?

P. S.
Wpiątek o godz 12.08 na portalu chorkówka.net  ukazał się wpis o treści:
Przed kilkoma minutami Marek Widurek telefonicznie poinformował portal chorkowka.net o rezygnacji z kandydowania do Rady Gminy Chorkówka VI kadencji.
Aktualizacja: Marek Widurek złożył pisemną rezygnację w Gminnej Komisji Wyborczej w Chorkówce z ubiegania się o mandat radnego Rady Gminy Chorkówka.
W piątek o godz. 13.06 pan Marek Widurek zamieścił na portalu chorkówka.net wpis o treści:
Przepraszam wszystkich, którzy we mnie uwierzyli.
Wykażę przed sądem, że nie donosiłem i nie brałem pieniędzy.
Marek Widurek
Cdn?

P.S. (dopisane nieco później)
W piątek o godz 18.35 na portalu chorkówka.net  ukazał się wpis o treści:
Gminna Komisja Wyborcza w Chorkówce oficjalnie poinformowała o wykreśleniu Marka Widurka z listy kandydatów w wyborach do Rady Gminy Chorkówka. Jest to efekt opublikowania artykułu Marcina Gugulskiego w którym zarzucił kandydatowi współpracę z SB. Całą sprawą zainteresowali się również dziennikarze Nowin.
Przypominamy, wczoraj późnym wieczorem na blogu Marcina Gugulskiego (dziennikarza i polityka prawicowego, byłego rzecznika rządu Jana Olszewskiego) pojawił się artykuł w którym napisał, że Marek Widurek skłamał w swoim oświadczeniu lustracyjnym - był tajnym współpracownikiem SB i za dostarczane informacje otrzymywał wynagrodzenie. Dzisiaj przed południem artykuł, za zgodą autora, pojawił się na stronach naszego portalu. Kilkanaście minut później Marek Widurek telefonicznie poinformował portal o rezygnacji z ubiegania się o mandat radnego a przed godziną 13:00 złożył stosowne oświadczenie w Gminnej Komisji Wyborczej w Chorkówce.
Całą sprawą zainteresowali się dziennikarze Nowin. W rozmowie z nimi Marek Widurek odrzuca oskarżania o współpracę z SB. Zarzuty pana Gugulskiego są nieprawdziwe. Oświadczenie lustracyjne złożyłem zgodne z prawdą. Nie byłem żadnym tajnym i płatnym współpracownikiem SB. Chciałem działać dla ludzi, lokalnie, z dala od polityki, ale ta mnie sama dosięgła. W takiej polityce, spod znaku pana Macierewicza, nie chcę brać udziału. Przepraszam wszystkich, którzy we mnie uwierzyli. Wykażę przed sądem, że nie donosiłem i nie brałem pieniędzy. - czytamy na stronie nowiny24.pl.
Niezależnie od rezygnacji, oświadczenie lustracyjne Marka Widurka będzie poddane weryfikacji jak każde inne oświadczenie lustracyjne.
Cdn

czwartek, 18 listopada 2010

Będzie proces o kłamstwo lustracyjne na Podkarpaciu

Składając oświadczenie lustracyjne kandydat na radnego może oświadczyć, że nigdy nie pracował ani nie współpracował z bezpieką, może przyznać się że pracował lub współpracował albo może oświadczyć, że był już lustrowany w czasie poprzednich wyborów. Karalne jest jedynie składanie niezgodnego z prawdą oświadczenia lustracyjnego.
W gminie Chorkówka w powiecie krośnieńskim na Podkarpaciu  w obwodzie głosowania nr 3 w Draganowej  w wyborach do Rady Gminy Chorkówka zgłoszono trzech kandydatów:  panów Stanisława Kołacza (PiS), Władysława Kordysia (Nasza Gmina Chorkówka) i Marka Widurka (Draganowa Od Nowa)
W czwartek po południu przewodnicząca Gminnej Komisji Wyborczej w Chorkówce, pani Marzena Mackoś poinformowała mnie telefonicznie, że wszyscy trzej panowie złożyli wymagane od kandydatów oświadczenia lustracyjne, z których wynika, że w okresie do 31 lipca 1990 r. nie byli pracownikami ani nie współpracowali z organami bezpieczeństwa państwa.
Marek Widurek na swojej stronie internetowej  pisze, że urodził się 16 maja 1956 roku w Krośnie, a w latach 1975-1980studiował w Warszawie, gdzie uzyskał tytuł magistra matematyki na Uniwersytecie Warszawskim i był dziennikarzem studenckiego radia.
Ja też studiowałem tam wówczas matematykę, a wiele lat później otrzymałem z Oddziałowego Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów IPN w Warszawie Notę nr 17/08 dot. O/Wa WK-4268/08 z dn. 13.X.2008 r., „dotyczącą danych identyfikujących tożsamość osób”, które przekazywały informacje na mój temat „organom bezpieczeństwa państwa” (tj. Służbie Bezpieczeństwa), a które „można było jednoznacznie określić na podstawie dokumentów znajdujących się w zasobie archiwalnym” IPN. Punkt drugi noty nr 17/08 brzmi:
Nazwisko: Widurek
Imiona: Marek
Imię ojca: Stefan
Data urodzenia: 16.05.1956 r.
Pseudonim: TW „Stefan”
Miejsce pracy: student Wydziału Matematyki i Mechaniki UW
Instytut Pamięci Narodowej dysponuje aktami (oryginałami oraz mikrofilmami) nrIPN BU 00277/509 oraz IPN BU 001121/2723, z których wynika, że 16 listopada 1976 roku w warszawskiej kawiarni „Nowy Świat” funkcjonariusz SB ppor. Dariusz Kalinowski zwerbował Marka Widurka, który przybrał pseudonim „Stefan” i został zarejestrowany jako tajny współpracownik (TW) pod numerem ewidencyjnym 16198.
Widurek otrzymał zadanie „kontrolowania radiowęzła i niedopuszczania do emisji tekstów zawierających wrogie politycznie elementy”. Ponadto „uzgodniono z tajnym współpracownikiem, że na wypadek zagrożenia przejęcia kontroli nad radiowęzłem przez osoby znane z prowadzenia wrogiej działalności, uszkodzi on tymczasowo aparaturę wzmacniającą”. TW „Stefanowi” funkcjonariusze SB zlecali też przekazywanie informacji na temat kolegów z Socjalistycznego Związku Studentów Polskich, studentów niezrzeszonych oraz wykładowców (miał ich informować m.in. o „dwuznacznych wypowiedziach na zajęciach asystenta Dobrowolskiego”).
Zwerbowany „na zasadzie dobrowolności”, dwukrotnie pobierał za swoje usługi sowite jak na tamte czasy wynagrodzenie: 1500 zł 18 grudnia 1976 roku i 1200 zł 7 czerwca 1979 roku. Zachowały się odręczne pokwitowania pobranych sum („Kwituję odbiór kwoty 1200 zł od oficera Służby Bezpieczeństwa / Marek Widurek / Warszawa 7.06.1979 / W dniu 7.06.79 r. wręczyłem tw. ps. „Stefan” nr ewid. 16198 kwotę 1200 zł jako wynagrodzenie za współpracę. / st. insp. Wydz. III / ppor. W. Grudniewski”). Warto tu może zauważyć, że 7 czerwca 1979 roku to dzień, w którym Ojciec Święty Jan Paweł II w czasie swej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny odwiedził m.in. Wadowice i niemiecki obóz Auschwitz-Birkenau.
We wrześniu 1980 roku, po ukończeniu studiów Marek Widurek wyjechał z Warszawy i stracił „możliwości operacyjne”, więc współpracę z nim rozwiązano. W końcowej charakterystyce z 16 września 1980 r. starszy inspektor Wydziału III (tj. SB) ppor. R. Zasada stwierdził, że w okresie tajnej współpracy odbyto z TW „Stefan” 31 spotkań, podczas których uzyskano od niego 28 informacji, w tym jedną pisemną a pozostałe ustne. Przekazywane przez „Stefana” informacje „pozwalały na pogłębienie posiadanego rozpoznania w 11 sprawach ewidencji operacyjnej”. W aktach jednej z takich spraw operacyjnych (SOR krypt. „Kacper”; akta nr IPN 0258/202) znalazłem meldunek operacyjny ppor. D. Kalinowskiego z 13 grudnia 1976 r., a w nim takie m.in. stwierdzenia:
„Z uzyskanych informacji od tw ps. „Magdalena” i tw. ps. „Stefan” wynika, iż figurant [Marcin Gugulski] często przychodzi do klubu /bufet na IX p. PKiN [Pałacu Kultury i Nauki]/. W klubie tym spotykają się studenci znani z wrogiej działalności celem przeprowadzenia dyskusji na tematy polityczne”.
Wyguglałem, że po ukończeniu studiów matematycznych w Warszawie Marek Widurek ukończył też studia pedagogiczne w Rzeszowie oraz podyplomowe studium pośrednictwa w obrocie nieruchomościami na Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie. Był dyrektorem Szkoły Podstawowej nr 25 im. Prymasa Tysiąclecia w Rzeszowie i Szkoły Podstawowe nr 15 w Krośnie, radnym miejskim, moderatorem forów internetowych i działaczem społecznym w Beskidzie Niskim.
Obecnie pan Marek Widurek kandyduje do Rady Gminy Chorkówka i – jak zapewnia przewodnicząca Gminnej Komisji Wyborczej – złożył oświadczenie lustracyjne, w którym nie wspomniał o swojej współpracy z SB. W świetle przytoczonych tu dokumentów można o tym oświadczeniu powiedzieć wiele rzeczy, ale na pewno nie to, że jest ono zgodne z prawdą.
W środę wieczorem wysłałem do pana Marka Widurka e-mail (na który do tej chwili nie otrzymałem żadnej odpowiedzi): „Dobry wieczór. Jako dziennikarz zajmuję się m.in. kwestiami lustracyjnymi i historią Wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego … proszę Pana o pilne udzielenie mi informacji, jak brzmi oświadczenie lustracyjne, które złożył Pan, wyrażając zgodę na kandydowanie w wyborach samorządowych 21 listopada? Czy Pan oświadczył w nim, że był Pan tajnym współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa w okresie przed 31 lipca 1990 r., czy tez może oświadczył Pan, że nim Pan nie był? Pytam o to, bo … z uzyskanych przez mnie w IPN kopii dokumentów wynika, że Pan był. Pozdrawiam.”
Czy i kiedy dojdzie do procesu lustracyjnego Marka Widurka? To już pytanie nie do mnie, lecz do Oddziału IPN w Rzeszowie  i do Biura Lustracyjnego IPN w Warszawie

P. S. (dopisane 14 godzin później):
W czwartek późnym wieczorem na salonie24 i na blogspot.com, a w piątek o godz. 11.12 na portalu mieszkańców gminy Chorkówka chorkówka.net ukazał się ten mój tekst informujący o dowodach wskazujących na popełnienie kłamstwa lustracyjnego przez pana mgr Marka Widurka z Draganowej.
Już w piątek o godz. 11.59 działacze PiS z Chorkówki poinformowali mnie telefonicznie, że po zapoznaniu się z przedstawionymi dowodami pan mgr Marek Widurek powiadomił  ich, że rezygnuje z  kandydowania w wyborach i by dopełnić koniecznych formalności wyruszył z Draganowej, by w siedzibie Gminnej Komisji Wyborczej w Chorkówce złożyć stosowną pisemną rezygnację.
Cdn?
P.S. (dopisane kolejną godzinę później)
W piątek o godz 12.08 na portalu chorkówka.net  ukazał się wpis o treści:
Przed kilkoma minutami Marek Widurek telefonicznie poinformował portal chorkowka.net o rezygnacji z kandydowania do Rady Gminy Chorkówka VI kadencji.
Aktualizacja: Marek Widurek złożył pisemną rezygnację w Gminnej Komisji Wyborczej w Chorkówce z ubiegania się o mandat radnego Rady Gminy Chorkówka.
W piątek o godz. 13.06 pan Marek Widurek zamieścił na portalu chorkówka.net wpis o treści:
Przepraszam wszystkich, którzy we mnie uwierzyli.
Wykażę przed sądem, że nie donosiłem i nie brałem pieniędzy.
Marek Widurek
Cdn?
P.S. (dopisane nieco później)
W piątek o godz 18.35 na portalu chorkówka.net  ukazał się wpis o treści:
Gminna Komisja Wyborcza w Chorkówce oficjalnie poinformowała o wykreśleniu Marka Widurka z listy kandydatów w wyborach do Rady Gminy Chorkówka. Jest to efekt opublikowania artykułu Marcina Gugulskiego w którym zarzucił kandydatowi współpracę z SB. Całą sprawą zainteresowali się również dziennikarze Nowin.
Przypominamy, wczoraj późnym wieczorem na blogu Marcina Gugulskiego (dziennikarza i polityka prawicowego, byłego rzecznika rządu Jana Olszewskiego) pojawił się artykuł w którym napisał, że Marek Widurek skłamał w swoim oświadczeniu lustracyjnym - był tajnym współpracownikiem SB i za dostarczane informacje otrzymywał wynagrodzenie. Dzisiaj przed południem artykuł, za zgodą autora, pojawił się na stronach naszego portalu. Kilkanaście minut później Marek Widurek telefonicznie poinformował portal o rezygnacji z ubiegania się o mandat radnego a przed godziną 13:00 złożył stosowne oświadczenie w Gminnej Komisji Wyborczej w Chorkówce.
Całą sprawą zainteresowali się dziennikarze Nowin. W rozmowie z nimi Marek Widurek odrzuca oskarżania o współpracę z SB. Zarzuty pana Gugulskiego są nieprawdziwe. Oświadczenie lustracyjne złożyłem zgodne z prawdą. Nie byłem żadnym tajnym i płatnym współpracownikiem SB. Chciałem działać dla ludzi, lokalnie, z dala od polityki, ale ta mnie sama dosięgła. W takiej polityce, spod znaku pana Macierewicza, nie chcę brać udziału. Przepraszam wszystkich, którzy we mnie uwierzyli. Wykażę przed sądem, że nie donosiłem i nie brałem pieniędzy. - czytamy na stronie nowiny24.pl.
Niezależnie od rezygnacji, oświadczenie lustracyjne Marka Widurka będzie poddane weryfikacji jak każde inne oświadczenie lustracyjne.
Cdn

PO na Madagaskar i na Syberię?


Po przegranych przez Platformę wyborach można by niedoszłych i byłych radnych PO wysłać na Madagaskar lub na Syberię…, a jeśli nie na Madagaskar, to już na pewno do jakiegoś raju podatkowego, na przykład na Wyspę Jersey na Kanale La Manche... Zresztą są już precedensy, bo po przegranych wyborach działacze PO sami tam wieją aż miło.
13 czerwca 2004 r., w czasie wyborów do Parlamentu Europejskiego młody (urodzony w 1981 roku), nie do końca wykształcony, ale za to ponadprzeciętnie bystry i zameldowany w wielkim mieście Mielcu kandydat i prominentny działacz podkarpackiej PO, pan Alan Jan Rosenbeiger mandatu europosła nie uzyskał. Nie pomogło mu to, że na wyborczej ulotce prezentował się m.in. jako  wiceprzewodniczący Koła PO w Mielcu, członek Rady Regionu PO w województwie podkarpackim, przewodniczący regionu podkarpackiego Stowarzyszenia Młodzi Demokraci, student IV roku jednej z krakowskich uczelni (kierunek: stosunki międzynarodowe, specjalność: integracja europejska), a także indywidualny mistrz Polski [juniorów] w szachach szybkich (1995) oraz finalista mistrzostw świata [juniorów] (1995) i dwukrotny brązowy medalista drużynowych Mistrzostw Polski (1996, 1998). Panu Alanowi Rosenbeigerowi nie udało się też zdobyć mandatu europosła w czasie następnych wyborów w dniu 7 czerwca 2009 r.
Sześć dni później, 13 czerwca 2009 r., do Międzynarodowej Federacji Szachowej (FIDE) wpłynęła notyfikacja tegoż pana Alana Rosenbeigera (ID Code 1109448), w myśl której zgłosił on rezygnację z możliwości reprezentowania barw Polskiego Związku Szachowego, gdyż odtąd pragnie reprezentować związek szachowy Wyspy Jersey. Wniosek został rozpatrzony pozytywnie. Koszt transferu (325 euro) opłacono.
Od 13 kwietnia 2010 r. pan Alan Rosenbeiger, obywatel RP, działacz PO i niedoszły polski poseł do Parlamentu Europejskiego może reprezentować barwy Wyspy Jersey. A skoro może, to i korzysta z tej możliwości.
Od 19 września do 4 października 2010 r. pan Alan Rosenbeiger, obywatel RP, działacz PO i niedoszły polski poseł do Parlamentu Europejskiego reprezentował Wyspę Jersey na sponsorowanej przez Gazprom 39. Olimpiadzie Szachowej w Chanty-Mansyjsku na Syberii.
Wśród 149 startujących na tej olimpiadzie pięcioosobowych drużyn narodowych reprezentacja Wyspy Jersey, którą tworzyli  panowie Alan Rosenbeiger (ranking szachowy 2153), Krzysztof Belzo (2007), Paul Wojciechowski (2101), Tito Kahn (2181) i Marcin Mazurkiewicz (2000), zajęła wysoce zaszczytne 123 miejsce

Smoleńsk i lojalność towarzysza Marka Siwca

17 listopada poseł do Parlamentu Europejskiego Marek Siwiec (SLD) w nocie `Donosiciele a nie zdrajcy` zapytał:
  `czy Antoni Macierewicz zdradził?`
 i stwierdził, że:
  `Jeśli jest słowo, które lepiej określa zachowanie Macierewicza i Fotygi to bardziej "nielojalność" niż "zdrada". Nielojalność wobec własnego państwa.`

Po czym w dalszej części swego wpisu europoseł Siwiec (SLD) wyjaśnił, że chodzi mu o to, iż:
 `Gdyby PiS był lojalny, zażądałby w polskim Sejmie informacji, czy nasze władze poprosiły USA o pomoc w polskim śledztwie. (...) Zamist tego Antoni Macierewicz i Anna Fotyga, w towarzystwie młodego Kurtyki, pojechali złożyć donos na Federację Rosyjską.`

Z czego wynika, że:
1) europoseł Siwiec (SLD) udaje, że nie wie, iż PiS wielokrotnie żądał w Sejmie takich informacji,

2) dla europosła Siwca (SLD) `własne państwo` to `Federacja Rosyjska`.

Mokotów: rządy PO i SLD w cieniu afer


Intrygi wewnętrzne, nielojalność i podważanie autorytetu przywódców partyjnych są w PO na porządku dziennym. Jakieś konkrety? Proszę bardzo.
Oto wiceprzewodnicząca Platformy, pani Hanna Gronkiewicz-Waltz przez cztery lata stara się wygrać z przewodniczącym Donaldem Tuskiem wyścig o miano najbardziej niesłownego i najskuteczniej chroniącego zaprzyjaźnionych afera łów lidera partyjnego. A jednocześnie ich mniej znani koledzy partyjni, zajmujący stanowiska burmistrzów niektórych warszawskich dzielnic, robią obojgu niezdrową konkurencję.
…nie wybudowano ratusza – co obiecywał na początku kadencji burmistrz Robert Soszyński (PO),
…nie doprowadzono do połączenia Mokotowa z Ursynowem aleją KEN,
…nie doprowadzono do poszerzenia końcowego odcinka ulicy Wołoskiej,
…stan budynków szkolnych uległ, średnio rzecz biorąc, pogorszeniu,
…zadłużenie Dzielnicy powiększa się – co aprobuje obecny burmistrz Jan Rasiński (PO).
W tym czasie wspierani przez radnych PO i SLD burmistrz i Zarząd Dzielnicy Mokotów oraz radni obu wymienionych klubów zbyt długo tolerowali m.in.:
…postępowanie Zastępcy Burmistrza Grzegorza Okońskiego (SLD), który – jak wynika z ustaleń kontroli przeprowadzonej przez Biuro Kontroli Urzędu m. st. Warszawy w dniach od 31 maja do 23 czerwca 2010 r. – nie spełniał właściwie roli nadzorującego gospodarowanie lokalami użytkowymi (dopiero po ujawnieniu nielegalnego podnajmu polecił Dyrektorowi Zarządu Gospodarki Nieruchomościami przeprowadzenie kontroli wszystkich lokali użytkowych pod kątem prawidłowości najmu i ewentualnego nielegalnego podnajmu lokali przez najemców; z Informacji o Sposobie Realizacji Zaleceń Pokontrolnych wynika, że wysokość naliczonego odszkodowania można uznać za znacznie zaniżoną, a w wyniku takiej wyceny straty finansowe poniosła cała Dzielnica); o wyświetlenie tej afery skutecznie zabiegali radni PiS, a o jej kulisach często informowały w ostatnich tygodniach nawet popierające zazwyczaj PO telewizja TVN (i to nie jeden raz) oraz dziennik `Gazeta Wyborcza`.
…postępowanie współdziałającego z Okońskim radnego Pawła Dulskiego (PO),
…postępowanie blisko współpracującego z Dulskim radnego Pawła Sykulskiego (PO),
…postępowanie bliskiej Dulskiemu radnej Katarzyny Weremczuk (PO).
…zachowanie kilku urzędników z ZGN, współodpowiedzialnych za całą tę tzw. aferę apteczną, wobec których burmistrz Jan Rasiński (PO) zastosował `kary finansowe` w formie… nagród finansowych – tyle że w mniejszej niż pierwotnie planowano wysokości.
I tak to właśnie mniej więcej wyglądały rządy PO i SLD na Mokotowie w latach 2006 - 2010…
= = = = =
Zamiast zapowiadanego komentarza do porannego wpisu o mokotowskich wyborach w cieniu afery z Superapteką  napisałem tylko tę krótką notkę i to później niż obiecywałem. Proszę wybaczyć. Ostatnie dni kampanii wyborczej są bardzo intensywne…

środa, 17 listopada 2010

Mokotów: wybory w cieniu afery…


Rzadko zachęcam do lektury tego dziennika, ale dziś radzę przeczytać w stołecznej `Gazecie Wyborczej`  artykuł pana redaktora Piotra Machajskiego pt. `Mokotów. Wybory w cieniu afery z Superapteką`.
Na razie przytaczam tu obszerne i co smaczniejsze wyjątki [wyróżnienia w tekście i dopiski w kwadratowych nawiasach moje], a mój komentarz dopiszę wieczorem.
= = = = =
Nie ma ratusza, a z nowych dróg dzielnica może pochwalić się jedynie rozpoczętymi pracami przy wydłużeniu al. KEN. - Tyle że to droga dla mieszkańców Ursynowa - kpi opozycja.
Gdy cztery lata temu PO i SLD przejmowały władzę, ówczesny burmistrz Robert Soszyński deklarował, że mieszkańcy dzielnicy wreszcie dostaną ratusz, tak by wszystkie sprawy mogli załatwić w jednym miejscu. - To miała być sztandarowa inwestycja w tej kadencji, ale do dziś nie wbito nawet łopaty - mówi Witold Wasilewski z opozycyjnego PiS, wiceprzewodniczący rady dzielnicy. Urząd rozrzucony jest po kilku budynkach. I tak wciąż dowody osobiste można wyrabiać przy Rakowieckiej, a odebrać prawo jazdy przy ul. Wiktorskiej.
- To miała być tylko jedna z inwestycji - zaznacza obecny burmistrz Jan Rasiński (PO), który zastąpił Soszyńskiego w połowie kadencji. - Zarezerwowaliśmy grunt, ale okazało się, że są do niego roszczenia, co wszystko opóźniło. Teraz mamy już wykupiony teren, jesteśmy w trakcie uzyskiwania pozwolenia na budowę.
Czy to oznacza, że ratusz stanie? Niekoniecznie. Burmistrz deklaruje, że bardzo by chciał, ale „trzeba mieć solidną perspektywę finansową”, a takiej na razie nie ma. - Jeśli chcemy utrzymać dotychczasowe tempo rozwoju w oświacie, kulturze i drogownictwie, to budowa ratusza musi poczekać - dodaje Jan Rasiński.
Na remonty placów zabaw, sal lekcyjnych, stołówek wydaliśmy 40 mln zł, dwa razy więcej niż w poprzedniej kadencji - wylicza. - W 22 podstawówkach przygotowaliśmy zerówki dla sześciolatków. Wyremontowaliśmy basen przy ul. Bełskiej. Rozpoczęliśmy też budowę dwóch domów kultury. Na plus swoich urzędników zapisuje też rozpoczęcie prac przy przedłużeniu al. KEN. I już planuje trzeci etap tej drogi, od al. Wilanowskiej do skrzyżowania Puławskiej z Domaniewską.
- Ta inwestycja jest tak naprawdę dla mieszkańców Ursynowa, choć oczywiście nic przeciwko nim nie mam - mówi Witold Wasilewski. – Dolny Mokotów nie ma komunikacji szynowej - przypomina. - Wciąż niezałatwiona jest sprawa poszerzenia ostatniego odcinka Wołoskiej. To co prawda inwestycja miejska, ale dzielnica powinna mocniej za nią lobbować.
Witold Wasilewski z burmistrzem zgadza się tylko w tym, że Mokotów ma największą bazę oświatową. - Wielu remontów nie wykonano, niektóre przyniosły więcej szkód niż pożytku, jak np. w Liceum im. Królowej Jadwigi. Stan budynków pod koniec kadencji jest gorszy niż na początku - wylicza. I alarmuje: - Wstępna propozycja deficytu w budżecie to 65 mln zł. Przy takim deficycie dzielnica nie może funkcjonować! Poprzedni budżet nowelizowaliśmy aż 40 razy.
Cieniem na rządach Platformy Obywatelskiej na Mokotowie kładzie się afera z apteką na rogu Puławskiej i Rakowieckiej. Najemca lokalu, jubiler Andrzej Zgirski, nielegalnie podnajmował pomieszczenia Karolowi El Kashifowi. Gdy proceder wyszedł na jaw, mokotowscy urzędnicy poszli mu na rękę. Nie rozwiązali umowy najmu, choć w analogicznych przypadkach traktowali najemców surowo. Jubilerowi sugerowali, że utrzyma korzystną dla siebie umowę najmu przy Puławskiej 10, jeśli sam usunie El Kashifa. I tak też się stało. Znaczną rolę w tych działaniach odgrywał Paweł Dulski, wiceszef mokotowskiej PO.
W radzie dzielnicy połowę mandatów ma dziś PO (czternastu radnych). W koalicji z SLD (czworo radnych) ma stabilną większość. Opozycyjny PiS ma dziewięcioro radnych. Klub tej partii opuściła w trakcie kadencji Jadwiga Pomawska-Szwejk, dziś jest niezrzeszona, w wyborach nie wystartuje.
PiS do wyborów wystawia 54 kandydatów, w tym prawie cały swój klub - kandyduje ośmioro dotychczasowych radnych. W czterech okręgach zajmują oni pierwsze miejsca na listach. Wyjątkiem jest Marcin Gugulski - bliski współpracownik Antoniego Macierewicza, rzecznik rządu Jana Olszewskiego, pracownik komisji weryfikacyjnej WSI. Gugulski startuje jako jedynka w okręgu nr 1.
 Wśród chętnych do zdobycia mandatów z ramienia [Platformy Obywatelskiej] jest tylko siedmiu dotychczasowych radnych (czyli ledwie połowa). Zmuszony do odejścia z [PO] został Paweł Dulski. Nie kandydują m.in. obecny radny Paweł Sykulski, najbliższy współpracownik Dulskiego, oraz radna Katarzyna Weremczuk, o której Dulski mówił (choć ona zaprzeczyła), że jest jego narzeczoną. Czyżby to skutek afery z Superapteką?
Kandyduje troje z dotychczasowych radnych [SLD], w tym przewodniczący rady dzielnicy Maciej Raś oraz dotychczasowy wiceprzewodniczący Rady Warszawy Marek Rojszyk. Ze znanych nazwisk można też [na liście kandydatów SLD] wymienić Ygę (w rzeczywistości Ingę) Kostrzewę, działaczkę LGBT [tj. ruchu Lesbijek i Gejów oraz osób Biseksualnych i Transseksualnych].
Listę chętnych do zajęcia miejsc w radzie dzielnicy uzupełnia 26 kandydatów Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej.
Tylko w jednym z pięciu okręgów startuje komitet Macieja Pałyszki (pięciu kandydatów) oraz Niezależni Razem Mokotów (pięć kandydatek).
= = = = =
Więcej na te tematy i mój komentarz – już wieczorem na salonie24.